Zdobyto rosyjskie dowody, że rosyjska wersja nie pokrywa się z prawdą. Rosyjski komitet uważa, że przyczyną upadku Tu-154 był błąd pilota i ekstremalnie trudne warunki do lądowania. Według MAK Rosjanie dochowali wszystkich procedur, np. zabezpieczyli zwłoki, zidentyfikowali je.

W ręce dziennikarza „Najwyższego CZASU!” wpadło 100 zdjęć wykonanych w miejscu katastrofy przez funkcjonariusza Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Jedno z nich przedstawiało zwłoki prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Zdjęcie to obala wiele fałszywych informacji na temat katastrofy. Zdjęcie to jest dowodem na to, że zwłoki Lecha Kaczyńskiego zostały zidentyfikowane wcześniej, niż ogłosili to oficjalnie Rosjanie. Zdjęcie to nie pasuje również do wersji, którą przedstawili później Maks Kraczkowski oraz Joachim Brudziński, czyli dwaj posłowie Pis, którzy towarzyszyli Lechowi Kaczyńskiemu w drodze na identyfikację zwłok. Zdjęcie to jest również dowodem na to, że na miejscu nie było polskich ochroniarzy z BOR, ale też nikogo z Rosjan, kto pilnowałby ciała Prezydenta.

Na tych zdjęciach widać także dobrze szczątki tupolewa. Widoczne są silniki, wirniki. Jako jeden z pierwszych obejrzał te zdjęcia ekspert – pirotechnik i doszedł do wniosku, że przeczą one wersji MAK o przebiegu katastrofy.

Wersji przedstawianej przez MAK i rosyjską prokuraturę najbardziej przeczy amatorski film nagrany telefonem komórkowym tuż po katastrofie. Widać na nim sylwetki biegających osób, a także słychać odgłosy strzałów. Na filmie widoczny był mężczyzn w garniturze, który wyczołgiwał się spod wraku. Słychać również prośbę kobiety „Nie zabijajcie nas”. Autorem filmu był Andriej Mendierej. Potem mężczyzna ten został zasztyletowany w Kijowie i zmarł.

Na miejscu katastrofy znalazł się pułkownik Nikita Siergiejewicz Pawlenko, czyli zastępca szefa dochodzeniowców ze smoleńskiego OMON-u. W rozmowie z prokuratorem zeznał, że na sobotę 10 kwietnia miał zaplanowany urlop, ale został wezwany nagłym telefonem przez szefa, który kazał mu pojechać na lotnisko, gdzie rozbił się samolot z polskim prezydentem. Zaskoczeniem było to, że pułkownik ten przyjechał z drugiego końca miasta w ciągu kilku minut. Sprawdzono bilingi. Okazało się, że tego dnia pułkownik odebrał tylko jeden telefon o godzinie 8.31, czyli wtedy, gdy samolot z Lechem Kaczyńskim na pokładzie był jeszcze w powietrzu.

http://nczas.home.pl/wazne/dowody-matactwa-katastrofy-smolenskiej/


Ten artykuł wyjasnia lub udowadnia poniższe:

Chcesz skomentować? Napisz!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Komentarze na Facebooku:

komentarzy

Post Navigation